Przedmioty z twojego koszyka

Nie masz produktów w koszyku.

Pyrrusowe zwycięstwo

Pyrrusowe zwycięstwo

Elektroniczny dostęp do artykułu, ważny przez 12 miesięcy od daty zakupu.
Produkt dostępny od razu na portalu HBRP.pl (po zalogowaniu) przy płatności za zamówienie za pomocą PayU.
Przy płatności przelewem czas otrzymania dostępu do materiałów wydłuża się do momentu odnotowania wpłaty.

Artykuł pochodzi z:
HBRP nr 86, kwiecień 2010

Dostępność: Dostępny

Informacje o sposobie dostarczenia produktu
24,00 zł
LUB
Opis

Szczegóły

INFORMACJE O AUTORZE:
Radosław Wiśniewski
jest założycielem i większościowym akcjonariuszem spółki, która zajmuje się projektowaniem, produkcją, dystrybucją i marketingiem odzieży kilku marek (najbardziej znane z nich to Redan i Troll).

FRAGMENT:
Ta sytuacja zaważyła na moim życiu. Jej skutki odczuwam do dziś, choć od tego czasu minęło sześć lat. W efekcie podjętej wtedy decyzji odniosłem zwycięstwo – ocaliłem przed upadkiem moją firmę. Dziś jesteśmy notowani na warszawskiej giełdzie. Po latach okazało się jednak, że było to zwycięstwo pyrrusowe, bo firma straciła impet, a mi odebrano dobre imię. Jestem założycielem i większościowym akcjonariuszem spółki, która zajmuje się projektowaniem, produkcją, dystrybucją i marketingiem odzieży pod kilkoma markami (najbardziej znane z nich to Top Secret i Troll)...

Pełny artykuł zawiera: 22437 znaków

STRESZCZENIE:
Menedżerowie rozwiązują dylematy etyczne każdego dnia. Czasem jednak zdarza się taki, który zaważy na ich przyszłości. Tak stało się kilka lat temu z założycielem, większościowym akcjonariuszem i wieloletnim prezesem spółki giełdowej Redan. Jak twierdzi w artykule, w efekcie podjętej wtedy decyzji odniósł zwycięstwo - ocalił swoją firmę przed upadkiem, a nawet wprowadził ją na giełdę. Po latach okazało się jednak, że było to zwycięstwo pyrrusowe, bo firma straciła impet, a jemu odebrano dobre imię.
Firma, która zajmuje się projektowaniem, produkcją, dystrybucją i marketingiem odzieży pod kilkoma markami, polegała bowiem niemal całkowicie na outsourcingu produkcji do fabryk w Azji. Import był więc jej oczkiem w głowie - bez sprowadzonych z zagranicy towarów nie miała czym handlować.
Co więcej, towary musiały przejść przez granicę szybko. Jeśli nie dotarłyby do klientów przed sezonem albo w trakcie akcji promocyjnej, powodowałyby ogromne straty, w tym narażałyby firmę na duże kary finansowe ze strony głównych odbiorców - sieci handlowych. W takich oto warunkach uzależnienia od sztywnych terminów umów z sieciami handlowymi, w roku 2000 weszły w życie nowe przepisy celne. Wymagały one dokonywania odpraw tylko w regionie, w którym była zarejestrowana spółka. Fakt prawnego przymusu rejonizacji i przyznanej przez przepisy pełnej samodzielności decyzyjnej urzędników wykorzystało kilku wysokich przedstawicieli lokalnego urzędu celnego. Pod różnymi pretekstami ekstremalnie wydłużali terminy odpraw celnych, praktycznie uniemożliwiając sprzedaż towaru. Próbując uchronić firmę przed upadkiem i przywrócić normalne odprawy celne, autor zdecydował się zapłacić urzędnikom wymuszony przez nich haracz. W poruszającym artykule opisuje, jak podchodził do rozstrzygania kolejnych dylematów zawodowo-osobistych oraz jakie były krótko- i długoterminowe konsekwencje jego decyzji.